wtorek, 14 listopada 2017

Fioletowe ziemniaki.


Tak jak marchew również pojawiły się w dyskontach.
Smakują bardzo podobnie.
Na zdjęciu ze zwykłymi ekologicznymi,
które lubię najbardziej.
Ziemniaki nie są dla mnie najważniejsze na talerzu,
lubię je jeść jedynie "okraszone" koperkiem.
Zdjęcie jak zwykle u mnie ostatnio byle jakie, bo telefoniczne.

środa, 8 listopada 2017

Fioletowa marchew.


Po raz pierwszy mogłam zakupić.


Nie miałam pojęcia co z niej wykonać.
Zdecydowałam się na połączenie z imbirem, kurkumą i cytryną.


Nie wiem dlaczego ale zdjęcia iskrzyły w miedzianym rondlu.


Po skarmelizowaniu na maśle poddusiłam w winie.
Zdjęcia fatalne bo telefoniczne i bez słońca.

Podobno marchew pochodzi z Azji i pierwsza przypominała tą filoetową.

piątek, 3 listopada 2017

Hortensjowa gąsiennica.


Uwielbiam hortensję, to zbiór z balkonowej donicy.
Szkoda było wyrzucić.


Różnie wygląda w różnym świetle,
niestety słońca ostatnio się nie ujrzy.



Przeznaczyłam ją ku pamięci babci.

czwartek, 2 listopada 2017

środa, 1 listopada 2017

Na dzisiaj...


Coś co dokupiłam w ostatniej chwili do wrzośców.
To gałązki barwionego eukaliptusa.
Niesamowity intensywny w barwie,
mam wrażenie, że malowany farbą kredową,
bo bardzo satynowy w dotyku.

 

Oto wrzosy bliźniaczki, niestety rozdzielone.


Na koniec wraz z wiązanką.
Jak widać w tle, morwa za wszelką cenę próbuje utrzymać cudowne liście.

sobota, 28 października 2017

Jak co roku...


Jak co roku o tej porze się tworzy.
W tym roku udało się nie na ostatni moment.


Zdjęcia są okrutne tak jak i pogoda.
Mimo, że po obróbce nie wiadomo czy lepsze w świetle fleszu 
czy tęż w rozjaśnianym ponuryźmie.

czwartek, 19 października 2017

Maneki Neko na zdrowie.


Zawsze chciałam go mieć.
Mieści się na dłoni, jest satynowy w dotyku i bardzo lekki.
Polecam SKLEP
Produkt wysoce perfekcyjny nic z tzw. chińskiej tandety.
Prawdziwie japoński.



Mam go od lata i mam nadzieję, że zadziała.





Jak widać pięknie opakowany.
Kiciuś jest cudowny.
Więcej informacji w necie.
Każdy w innym kolorze i na inne potrzeby.


poniedziałek, 9 października 2017

Okiem rękodzielniczki.



Lubię fajne wystawy a ta jest do tego intrygująca w dzień i w nocy.
Poniżej super "łowicki" sklep.




 
Szkoda, że nie zrobiłam zdjęć w dzień.
W Bydgoszczy zawsze mnie przyciągają wystawy.
Może pamiętacie dwa lata temu sukienkę z gazet origami?


piątek, 29 września 2017

Chińskie lusterko?


Znowu szwedzki market przyszedł mi z pomocą.


Zakupiłam takie coś, najpierw dla mamy potem dla siebie.
Oprócz tego, że po postawieniu czegokolwiek pozostawia plamy
 i się przykleja do tego czegoś,
niewątpliwie jest piękne i można się w tym przejrzeć.
Byleby nie dotykać niczym, bo zostawia ślady.


Nie lubię odbicia w lustrze, bo podobno przynosi pecha,
dlatego mnie tu nie znajdziecie.


Jak widać jedna z podstawek posłużyła mi za lusterko a'la chińskie.
O lustrach chińskich możecie znaleźć informacje w necie, to fenomen dotąd nie zbadany.
Niby świat zachodu ma odpowiedź na wszystko.


Talerzyk służący jako ramka, również ze szwedzkiego marketu,
przemalowany na nielubiane przeze mnie barwy.
Jednak znowu musiałam coś dodać w ulubionym błękicie.
Wszystko znowu jak we wcześniejszym poście nawiązuje do kuchennego Van Gogha.

Moje działania twórcze mają za zadanie osłabić moją kuchnię przed władaniem wody i metalu,
czyli barwy białego, niebieskiego i srebrnego.
Kto to przeczyta i się przestraszy,
że to jakieś czary, niech się wgłębi w Feng Shui,
nauki, która ma 7 tysięczne korzenie.
Mam nadzieję, że wcześniej popełnione błędy w aranżacji przestrzeni, 
zadowolą mojego profesora  poczynionymi remediami.
Najważniejsze, że przyczynią się do poprawy życia mojej rodziny.

czwartek, 28 września 2017

Słoneczny zegar.


Jak już pisałam nadmiar niebieskości, bieli i srebra trzeba było jakoś osłabić.
Będę o tym pisać w kolejnych postach.
Zjawił się zegar, który przypomina słońce, oczywiście po adaptacji.
Pierwowzór poniżej, marka na 4 litery.
O dziwo mam dużo elementów w kuchni z tym motywem,
coś mi jednak w nim nie pasowało, a przecież biały to mój ulubiony kolor.
Żółty natomiast chyba ostatni jaki bym wybrała.


 Poszukiwałam inspiracji, okazała się nią reprodukcja, na którą patrzę od dziecka.
Zawsze towarzyszyła mi w kuchni.
Rama obrazu Van Gogha Most Langlois w Arles jest akurat w żółci i złocie, 
dlatego zegar otrzymał podobną.


Sam twórca tak o nim pisał do brata Theo.

Jest to most zwodzony, przez który przejeżdża mały powóz, odcinający się na tle niebieskiego nieba – rzeka również niebieska, brzegi pomarańczowe z zieloną trawą i grupa kobiet w fartuchach i kolorowych czepkach, piorących bieliznę.

 Malarz stworzył kilka obrazów z mostem w tle,
ten mi się podoba najbardziej i cieszę się, że był jednocześnie moja inspiracją.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...