niedziela, 4 czerwca 2017

Kiszone cytryny czyli coś małego z czegoś dużego.


 To efekt finalny- mieści się w mojej dłoni.



To pierwsza w moim życiu kiszonka nie biorąc pod uwagę ogórków małosolnych,
które każdy Polak ma obcykane.



Jak widać kilogram cytryn, po miesiącu siada o połowę.
Fajnie się robi, bo poza codziennym potrząsaniem nic nie trzeba działać.

Tu efektowne etapy przejściowe.


Jak widać potrzebna tylko sól i cytryny.
Za pierwszym razem tak jak w przepisie, wszystkie dałam ze skórkami i przekrojone na pół.
Jednak sok był za gorzki.
Teraz połowę obieram a resztę zostawiam w skórkach, kroję na ćwiartki.
Trzeba je dobrze ubić w słoju, aby puściły sok 
i warstwami przesypywać solą.
Jeśli ktoś lubi słodszą wersję można dołożyć zamiast 1 cytryny pomarańczę.
Jak bardziej kwaśne, limonkę.
Po miesiącu wszystko przecieram przez sitko.
Zostaje gładka emulsja, którą trzymam w lodówce.
Jednak przez miesiąc wykorzystuję i trzeba hodować następny słój.
Jedna łyżka przecieru super podkręca smak sałatek,
mięs i wszelkich gotowanych potraw.

sobota, 3 czerwca 2017

Co można zrobić z cytryny?


Oczywiście spiralę.


Co jeszcze? Niebawem.




Cytryna.


Tkwi w niej moc.



Więcej zdjęć TUTAJ
Ciąg dalszy nastąpi o ile mi czas pozwoli.
Ostatnio nie mam kontroli nad życiem.
Pokora to najlepsze lekarstwo.

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanoc już za progiem.


Za niecałe pół godziny już wielka sobota.
Dla mnie najbardziej wielkanocny obrzęd, bo święconka.
Słucham sobie w radiowej Trójce chorałów.
Nigdzie mi się nie spieszy i miło jest mieć czas na bloga.
 

Życzę Wam pięknych świąt.
 

Pogoda uniemożliwiła mi wyjazd i aktywny odpoczynek.
Będzie więc inne świętowanie.
Niech każdy to robi tak jak chce, a najlepiej w przyjemny dla siebie sposób.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkanoc puka do drzwi.


W tym roku nie prezentuję nic mojego.
To co na zdjęciach- otrzymałam w prezencie.
Myślę, że warto pokazać, bo ciekawe.
Dołożyłam tylko ptaszka, trochę oskubanego.
Wiadomo kot w domu grasuje.


niedziela, 9 kwietnia 2017

W oczekiwaniu na Wielkanoc.




Jak widać trochę się przepychaliśmy.
Miłek zwęszył w koszyczkach czekoladowe jajka i nie chciał odpuścić.
Wiadomo,  co da się zjeść to dla mnie.
 



sobota, 8 kwietnia 2017

Wielkanocna lobelia.


Długo mnie nie było i też nie było co pokazać.
Wczoraj wykonane na prędce.






Najbardziej zadowolony był Miłek.





Przerobiłam go na olejno.

czwartek, 2 lutego 2017

Lodowy mobil.


Przypomina wieniec lub wężo- smoka.
Jednak został powieszony za paszczę.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...