sobota, 20 sierpnia 2016

Sałatka z arbuzem, fetą i rukolą.


Zdecydowanie nie polecam fety krowiej (choć ją wolę), 
kozia zdecydowanie lepiej komponuje się z arbuzem.


Miałam robić z szpinakiem, ale traf chciał, że go w sklepie nie było.
Zdecydowałam się na rukolę, którą bardzo często stosuję, nawet podsmażam.
Ta okazała się fenomenalna w tym wydaniu, bo była bardzo ostra, wyrazista w smaku.


Jak widać na zdjęciach u mnie zawsze dużo świeżo mielonego pieprzu.


Tym razem sowicie polałam sokiem z połowy cytryny i skopiłam octem winnym z truskawek.
Myślę, że można dorzucić także kapary ale mój mąż ich w odróżnieniu do  mnie nie lubi.

To wydanie sałatki znacznie bardziej nam smakowało.

piątek, 19 sierpnia 2016

Sałatka z arbuzem i...


Arbuz ile się jego chce (należy wydłubać jak najwięcej pestek, ale jeśli ktoś lubi, to się nimi nie otruje), feta pokrojona w kostki na spód,  i pokruszona na wierzch, mięta grubo posiekana, ja preferuję dużo pieprzu i w przypadku fety krowiej mało soli (bo jak dla mnie jest przesolona).




Zdjęcia nocne i nie za dobre.
Jutro wersja, którą wykonałam dzisiaj, bo arbuzów u nas ostatnio nadmiar.
Moim zadaniem lepsza, więc jak chcecie to zaglądnijcie jutro.
Smacznego.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Smoothie z arbuza.


Naładowałam cały kielich do koktajli pokrojonym w dużą kostkę arbuzem.
Starajcie się jak najwięcej wydłubać pestek.
Dodałam łyżkę syropu z agawy (może być klonowy).
Wrzuciłam garść liści mięty.
Dodatkowo sok z jednej limonki i nieco startej skórki.
Miksowałam aż liście stały się drobinkami.


Spożyć co najmniej  po godzinie chłodzenia, jednak w ciągu jednej doby.





Zdjęcia słabe, bo robiłam wieczorem.


wtorek, 16 sierpnia 2016

Panele po przejściach.


Jak już pisałam, bardzo chciałam kupić granatowe panele o nazwie Jeans.
Wszyscy patrzyli na mnie jak na kosmitkę i zdziwieniem pytali:"takie ciemne?".
Byłam zakoczona, bo wykładzina, którą miałam, była granatowa
i to nikogo nie dziwiło.
Niestety nasz kochany Miłuś obhaczył ją pazurami wciągu jednego roku.
Musieliśmy pomyśleć o czymś trwalszym.
Paneli szukałam po całej internetowej Polsce ponad dwa miesiące.
W końcu kupiłam w łódzkiej hurtowni, od której zaczęłam poszukiwania.
Nazywają się Cynk i są najbardziej zbliżone do niebieskiego,
jednak w każdej porze dnia wyglądają inaczej.
Format dość nietypowy jak na panele.


Nie liczę na przychylne komentarze, bo jak może się ludziom podobać coś nowego,
 i jednocześnie zniszczonego.


Nasz przyjaciel najlepiej to zobrazował mówiąc:
"ale paneli to nie zmienialiście?"


Ponieważ pracuję na podłodze, potrzebny był mi mały dywanik,
wiadomo cieplej i bardziej miękko w zadek.
Wymarzyłam sobie okrągły dywanik, by optycznie poszerzyć pokój.
Jednak mamy kota i do kompletu żółwia, 
a to co dostępne na rynku to tylko kudłacze (trudno z czegoś takiego usunąć bród).
Trafiła się namiastka przynajmniej na razie.
Mam nieopodal sklep, który jest meblowym lumpeksem, 
jednak większość rzeczy wnętrzarskich jest nowych. 
Kupiłam dywanik Bonprix (nie mylić z polską firmą ciucharską)
w ciemno, bo wydawał mi się w tonacji.
Jak widać trafiłam w dziesiątkę.


Mam nadzieję, że Was nie wykończyłam tematem.


Miłek po stresach remontowych uznał dywanik jako własność.
Zresztą mu się nie dziwię, bo jest gruby, mięsisty, dodatkowo pod jego wymiar.
Ja też cieszę się z dywanika, bo nie ma pętelek i nie można popruć go jak poprzednią wykładzinę.



Kto chce poogladąć  wygibasy Miłka zapraszam TUTAJ.
W tej chwili komputeruje ze mną na dywaniu i Was pozdrawia.
Dzięki, że odwiedzacie mojego zakurzonego bloga.



poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Góry na ścianie.


Właściwie na dwóch ścianach.
Znudziła mi się granatowa ściana,
a właściwie wymusiła zmianę, wymiana granatowej wykładziny na panele.
Ponieważ jedna ze ścian miała duży granatowy skos, to na zdjęciu po prawej, 
znacznie większy stok. 
Jednak o panelach jutro, wcześniej pisałam, że są dość kontrowersyjne.


Na zdjęciu ja w ferworze twórczym.
Najpierw miało być twórczo,
jednak zdecydowałam się na granie bardziej wyraziste.
Maluję zawsze w starych  łachach,
które jednocześnie służą za ścierkę.
Potem wystarczy wyrzucić.


Dalej w trakcie, pokój w twórczym nieładzie.


Na ostatnim wreszcie trochę ogarnięte.
Pomysł podpatrzyłam na Pintereście.


Jeśli ktoś woli iść na łatwiznę można zamówić sobie fototapetę.
 Jeśli ktoś jest artystą może stworzyć obraz realny.


Inne wyjście to najpierw jechać w góry i zauroczyć się nim strzelając foty.
Ja zrobiłam odwrotnie.
Więcej zdjęć TUTAJ.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Wróciłam z ... ?


Jednak zanim wyjechałam byłam już w nich mentalnie.
Dzisiaj zajawka.


Szkoda, że tak krótko, ale dobrze, że przed wyjazdem pomyślałam,
o tym aby były również po powrocie. 




środa, 27 lipca 2016

Przełamane różem.


Od zawsze miałam sypialnię w kolorze różowym.
Nie przepadam za tym kolorem, jednak w sypialni wydawał mi się niezbędny,
choć u mnie i tak zawsze przeważa moja ulubiona biel.
Dodatkowo próbowałam go przełamać czarnym i innymi kontrastami.
Po latach dowiedziałam się, że feng- shui promuje róż dla tego przybytku.
Czyli nie ma jak intuicja.
Jak widać na zdjęciach dzisiaj nie o tym.
Sprzedaję mój pomysł tym, którzy mieszkają w blokach z lat 80 - dziesiątych.
Ponieważ wszelkie przewody były oszczędzane czyli odprowadzane na lewo, 
mam je przeprowadzone po skosie na wszystkich ścianach i sufitach. 
Mimo malowań, gipsowań itp. ciągle ściany pękały w tych miejscach.
Miałam rolkę tapety tzw. strukturalnej, podarłam w węższe pasma, 
i przykleiłam w newralgicznych  miejscach. 
Gdy się uważnie przyjrzycie i tak widać ślad pęknięcia, ale nie tak jak to było wcześniej.


Linia przewodu podzieliła moją sypialnie ukośnie na dwie połowy 
i wyznaczyła malowanie w dwóch kolorach.
Ponieważ pokój to totalna i nieustawna kicha (2,5 x 4,5 m)
sprzyja to nieco  jego rozszerzeniu.


Z dawnego zagospodarowania pozostała lampa i walizka,
którą kiedyś pokazywałam
oraz narzuta, karnisz i zasłony też pokazywane.


Nowe są białe szafy i panele podłogowe ułożone w poprzek kichy.
Wybrał je mój mąż i bardzo jestem z nich zadowolona.
Byłam tak zmęczona poszukiwaniem paneli do drugiego pokoju, 
że w sypialni było mi totalnie obojętnie (w końcu tylko tam śpię).
Panele trudno obfocić, jednak przypominają rozbiórkowe kawałki drewna,
dlatego prócz odpadającej farby, można na nich zobaczyć akant, gwiazdki z koniaków itp.
Jedno na nich jest świetne, nie wiadomo czy coś na nich jest, czy naprawdę na podłodze,
nie mówiąc już o kudłach kota i odwiedzinach żółwia.
Na dodatek ich dodatkowa zaleta to cena.
Polecam w popularnych markecie budowlanym na trzy litery.



Na koniec mój ulubiony obrazek znakomitego japońskiego artysty,
który sama sobie zakupiłam w miejscowej księgarni będąc dzieckiem. 
Jak widać pasuje jak ulał i już go przypięłam do boku szafy,
teraz na szczęście bez wiercenia każda kobitka może tego dokonać, 
za pomocą plastrów na rzepy.


Chyba córce zaszczepiłam od dziecka miłość do Japonii, 
w której sama nigdy nie byłam, w odróżnieniu od niej.


Na absolutny koniec- zbliżenie tapety.
Mam nadzieję, że nie wykończyłam Was niuansami wnętrzarskimi,
ale ostatnio moje życie tak wygląda.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...