sobota, 5 września 2015

Ikony z Supraśla- kolejna sala.


Wbrew temu co pokazuje zdjęcie, to nie jest przestronna sala.
Mój obiektyw powiększa.
Bardzo ciekawa ekspozycja ikon na walcu.
 

To co zwierała ta szklana szafa, zapierało dech w piersiach.


Robienie zdjęć przez szybę to istna mordęga.
Jednak tu odbił się film prezentowany na przeciwnej ścianie, 
przedstawiający procesję przechodzącą z ikonami.


 Brak naturalnego światła jest naturalne dla ikon.
Właściwie tylko w dużych miastach cerkwie są dobrze doświetlone przez duże okna.
Większość ikon pochodzi z małych drewnianych cerkwi,
których okna przypominały lufciki.
Kilkanaście z nich jest zgromadzonych w skansenie sanockim.
Ci co jeżdżą w Bieszczady i wschodnią Polskę, na pewno je widzieli.
Mimo, że aparat miałam ustawiony na "muzeum" i tak musiałam podciągać kolor w XnView, 
bo  zdjęcia były zbyt ciemne.
Dla ochrony ikon przed światłem,
po przejściu wycieczki wszytko się wygasza.
W korytarzu przed wejściem, wyświetla się, gdzie jest każdy ludzik z wycieczki,
aby nikt się nie zapodział z jakąś ikoną pod pachą.


Na ostatnim zdjęciu widać jak zwiedzający wręcz wchodzą z aparatami na siebie.


piątek, 4 września 2015

Ikony z Supraśla.


Długo zastanawiałam się, na którym blogu mam wkleić zdjęcia.
Mam wszakże jeszcze zdjęciowy.
Zdecydowałam, że tu, wszakże ikony to swojego rodzaju rękodzieło.
Będąc w Białymstoku i okolicach, zachęcona przez  Hannah
zapragnęłam zaglądnąć do Supraśla.
Trzy lata temu byłam w Sanoku, żeby napawać się 500 ikonami w muzeum na zamku,
 i w najpiękniejszym moim zdaniem skansenie w Polsce.
Muzea różnią się diametralnie.
Supraśl ma o 1,2 tys. ikon w tym 300 do ekspozycji (często z odzysku granicznego).
Supraś to muzeum nowoczesne, trochę interaktywne, jednak w miniaturce.
Mimo, że obok Monaster i jak widać na stronie, chlubi się ikonostasem,
w tym samym budynku, to  nie chce oddać dla muzeum więcej pomieszczeń,
mimo, że można po nich jeździć rowerem.
Jak wcześniej pisałam muzeum jest miniaturowe,
dobrze, że zmieniałam obiektyw,
bo w niektórych miejscach nie można się cofnąć nawet  na metr.
Chodzi się z przewodnikiem i cały czas 17 osobowa grupa jest monitorowana.
Nie lubię takiego sposobu zwiedzania, jednak nie ma się co dziwić.
Niektóre ikony są miniaturowe i można byłoby je zmieścić w kieszeni.
Osoba oprowadzająca i jednocześnie bardzo rzeczowo przekazująca informacje,
za każdym razem, gdy grupa przejdzie, gasi światła.
Każdy foci jak i co może, przejście zajmuje około 40 min.



Zdjęcia, nie zawsze oddają klimat, robione z różnych perspektyw (no cóż były wysoko).
W pomieszczeniach było też bardzo ciemno.

Na temat ikon nie będę się mądrować, wszakże zrobiłam tylko podobrazie 
(czyli przygotowałam deskę, do dzisiaj leży i czeka). 
Jeśli chcecie zajrzyjcie do Sarmatix, dowiecie się co ma do powiedzenia profesjonalista.



Dzisiaj przedstawiam pierwsze pomieszczenie stylizowane na katakumby.


Odnośnie muzeum jestem zawiedziona, że nie było na stronie, żadnej informacji o olbrzymich kolejkach i, że najlepiej zapisywać się wcześniej na godzinę wejścia.
W związku z tym, miałam dwa podejścia, a mój kot z mężem 
(który niestety nie mógł z tego powodu zwiedzić), 
czekał w koszmarnym upale, aż jego Pani skończy się oddawać sztuce.
 Nie polecam zwiedzać w czasie wakacji.
Jednak warto było.
Więcej niebawem zdjęć, dla zniechęconych.

piątek, 28 sierpnia 2015

Babeczki kokosowe z mango.


To propozycja na deser lodowy.
Składniki:
  • jedno dojrzałe mango 
  • jedna puszka mleka kokosowego
  • jedna łyżeczka ksylitolu lub cukru
  • następny raz dodam sok z jednej cytryny
Mango obrać ze skóry i odkrawać wokół pestki.
Wszystko wrzuć do koktajlówki, po uzyskaniu jednolitej masy wlać do foremek i zamrozić.


Ja zalałam masą silikonowe foremki, 
bo bez problemy można je ściągnąć.


Najlepiej smakują po godzinie od wyjęcia z zamrażarki.
Można podać z dodatkami jak kto lubi.


czwartek, 27 sierpnia 2015

Kulki z arbuza



Po prostu kulki wycięte łyżką z arbuza.
Łatwiej podać gościom.
Do zjedzenia wystarczy wykałaczka.

wtorek, 25 sierpnia 2015

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Chleb pieczony na liściu.


Liść winogron zmienił się w serce.


I prostokąt.


A po odwróceniu w chlebek.


Tak dobry, że został już spróbowany na ciepło.


Poniżej jego prekursor przywieziony w Białowieży.
Kupiony w zwykłej wsiowej piekarence u bardzo miłej pani.
Prekursor był pieczony na liściu chrzanu.
Jednak chrzan ukrył się w terenie, i nie można było go namierzyć.
Winogrona rosną na działce.


Liście po upieczeniu smakują jak czipsy.
Polecam.
Przepis na chleb i zakwas, zamieściłam rok temu (szukaj w etykiecie "Coś dobrego).
Jest najprostszy na świecie wystarczy mąka i woda.
Tym razem użyłam mąki z otrębami żytniej i orkiszowej.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Opowieści liści winogron.


Był sobie liść winogrona.


Niestety zerwano go i przyniesiono do?


Później wyglądał tak.


Jak myślicie dlaczego?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Bardzo wylewny napój z pietruszki.


Zawsze będąc w Green Way, kupuję sobie mój ulubiony napój z pietruszki,
który uwielbiam.
Dzisiaj zdecydowałam, że zrobię go sama po raz pierwszy.
Przepisu nie znałam, jednak w trakcie prób, uzyskałam identyczny smak finałowy.
 

Do wykonania potrzeba:
  • 3 pęczki natki pietruszki (sprzedawane w marketach)
  • 2 cytryny 
  • 1 limonka
  • 2 szklanki wody mineralnej
  • 1 łyżeczka liści stewii 
  • mikser a najlepiej część do koktajli.

Nać należy pokroić na części i wszystko razem połączyć mikserem,
do uzyskania puszystej konsystencji.
Można dodać więcej wody, jeśli ktoś lubi żadszy.
Stewię można zastąpić ksylitolem lub cukrem.
Nie lubię za słodkiego, dlatego jedna łyżeczka mi wystarcza.
 

Wszystko byłoby ok. do momentu kiedy chciałam obfocić piankę.
Najpierw oba aparaty okazały się rozładowane, co  u mnie rzadkość. 
Nie chciało mi się czekać i piance też, więc sięgnęłam awaryjnie po telefon.
Gdy zobaczyłam komponujące się z napojem drzewa zaokienne, 
wykonałam nieopatrzny ruch i wszystko co mogło pływało w zielonej papce, 
przypominającej bagno na niebieskiej wykładzinie.
Moje odzienie też w całości było ubarwione.
Z dwóch szklanek wyszła jedna.
Smacznego.
Ciekawa jestem czy wy też lubicie ten napój,
bo w moim domu jestem odosobniona.
Będąc w Olsztynie jadłam lody sorbetowe z pietruszki.
Dawno mi nic tak nie smakowało.
 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Torebka z biglem.


Kolejny zakup z podróży.
Tym razem tanio, bo na wagę i wiadomo skąd.
Polecam lumpeks w centrum Lidzbarka Warmińskiego.
 


Bigl mnie zauroczył.
Na zdjęciach nie widać ale ma kolor spatynowanego mosiądzu.
 


Nie noszę torebek tylko plecaki.
Jednak jak jest okazja to się przepakowuję.
 

Trudno też oddać kolor torebki.
Chyba najbardziej pasuje do niej kość słoniowa.
 


Zdjęć dużo, za dużo, ale nie chciało mi się wybierać.
 

Wnętrze w kontrastowej czekoladowej satynie.
Poprzednia właścicielka zostawiła dwie miedziane spinki.
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...