sobota, 4 czerwca 2016

Tunezyjskie znalezisko w nowym zastosowaniu.


Jak widać zabrane oko Fatimy posłuży mi do czegoś innego.
Próbowałam dopasować coś na rygielek zapięcia.
Porażka znaleźć odpowiednią rzecz.
Najpierw zastosowałam metalowe coś ze starego parasola, niestety za małe,
ale zostawiłam, niech sobie będzie.
Później skręciłam dwa baranie rogi, nie za piękne, ale ryglują.
W wire wrapping nie jestem dobra, druty kują mnie w dłonie.
 

 Jutro w lepszym świetle na ludzia dłoni.


piątek, 3 czerwca 2016

Rodem z Tunezji.


Jako zbieracz wszelaki dostaję wszelakie rzeczy.
To coś jak widać rodem z Tunezji.
Myślę, że znalezisko było przeznaczone do zawieszenia na ścianie.





Mnie się zamarzyło coś innego, ale o tym niebawem.

środa, 1 czerwca 2016

Ratowanie szkła weneckiego.


Naszyjnik ratowałam dla mojej przyjaciółki,
której to upadł, rozbijając się na cząstki.
Dostała go w prezencie, tym bardziej był jej bliski.
Długo nie mogłam się zabrać za ten naszyjnik.


Obecnie tak wygląda po sklejeniu.
Po prawo awers po lewo rewers.
Jak widać po lewej stronie są rysy po sklejeniu pęknięć i wypełnienia.


Zakupiłam fimo na ubytki.
Całość po sklejeniu otoczyłam krążkiem z foli sklejając ją folią samoprzylepną.


Następnie zabrałam się do zaklejania ubytków za pomocą fimo.
Po raz pierwszy przydał się 50 letni brokat przechowywany przez moją mamę
a później przeze mnie, nie wiadomo po co? 
Ozdobiłam nim fimo, aby scaliło się ze szkłem.


No cóż pojawił się następny problem.
Część koralików stanowiących naszyjnik była z drewna, a część z muszli.
Tymi drugimi się nie przejmowałam.
Jednak jak zachowa się drewno pod wpływem 150 stopni w piekarniku?
Postanowiłam owinąć je luźno folią, tworząc poduszkę termiczną.


No i się udało, przeżyły.
Po ostudzeniu dodałam na łączeniach trochę żelu do witrażu, 
posypując je koralikami.
Mam nadzieję, że się spodoba.

niedziela, 29 maja 2016

Coś na coś...?


To następny prezent brazylijski.
Zastanawialiśmy się do czego to służy.
Usłyszeliśmy tylko lakoniczne: oni tam różne rzeczy w to wkładają.



Jednak Miłek od razu wiedział jak to zaadaptować, zdążył nawet wykonać toaletę.
Pomyślałam jednak, że posłuży mi na zbiór rolek, które przydają mi się do papieroplastyki.
Zawsze walają się w mniej ekspozycyjnych torbach plastikowych.


Jakby ktoś chciał uszyć to u góry tuby uchwyt z zaciąganym sznurkiem,
na dole, gumka z ozdobą pasmanteryjną.
Całość z naturalnej juty.
Mój mąż widział w TV przystosowane na przechowywanie ziół.
Rzeczywiście przewiewne i się nie kurzą.

czwartek, 19 maja 2016

Prezent z Kurytyby.


Dostałam prezent od rodziny w Brazylii mieszkającej w Kurytybie,
wyhaftowany specjalnie dla mnie.
Pasuje jak ulał do mojej kuchni.
 

To  Archikatedra Matki Bożej Światła w Kurytybie.


 Papież Jan Paweł II był w Kurytybie 6 lipca 1980 r.  
Odprawił tam mszę dla imigrantów.
W Ameryce Południowej to miasto ma największą Polonię.
Mojej córki jeszcze nie było na świecie i nie przypuszczałam, 
że znajdzie się kiedykolwiek w tym miejscu. 
Chociaż ma imię na część "naszego" papieża.
 

Cieszę się z prezentu, bo jest intencjonalny.
Ma w sobie urok brazylijski, tak daleki w zdobnictwie od polskiego.
Lembranca w tłumaczeniu z portugalskiego, to pamiątka.

poniedziałek, 16 maja 2016

Kogucik łowicki Cz. III i ostatnia.


Jak widać kogucik był przewidziany na powłoczkę.
Przód stanowi wykonany przeze mnie filc.


Tył naturalna wełna zaadoptowana z bieżnika łowickiego.


Tu w wersji bez poduszki.


Ze skrawków filcu powstała kulka, która posłużyła jako zapięcie powłoczki.
Wykorzystałam też resztki kolorowego sznurka.
Oczywiście cześć filcowa z wełnianą, została zszyta na maszynie.
Kolejne etapy wykonania zamieściłam w zakładce Tutoriale.
Zapraszam do zaglądania.

Zapomniałam bym dopisać, że kogut stał się latający,
dlatego, że z Polski poleciał do Curitiby, która znajduje się w Brazylii.
Curitiba jest stolicą stanu Pawana, który ma powierzchnię większą od Polski.
Coś się miało na rzeczy, bo Polacy mieszkający w Curitibie,
 stanowią najliczniejszą Polonię w całej Brazylii.
Kogut był przeznaczony dla teściów mojej córki.
Podobno im się spodobał.

niedziela, 15 maja 2016

Kogucik łowicki filcowany na mokro. Cz. II


Po wycięciu papierowych elementów z szablonów kogucika,
przypięłam je do kolorowych prefilców i ponownie wycięłam elementy.





Tu wyłania się kogucik.


Całość położyłam na czarnym prostokącie prefilcu.
Przewidując, że kolory będą farbować biały prefilc, posłużyłam się ściereczkami do prania kolorów.


Dalej mydło i siatka antypoślizgowa do dywanów.
Moim zdaniem sprawdza się lepiej niż firanka.


W ruch szlifierka i rolka.



Pod spód czarnego prefilcu dla wzmocnienia włożyłam syntetyczny szyfon.


Po odsłonięciu drobne poprawki.
To i owo na tym etapie można przesunąć.


 Jak widać kogut oddał barwy.


Widać nie wszystko chciało się połączyć i trzeba było wspomagać się igłą.
Wcześniej pisałam łączcie czesankę o takiej samej liczbie mikoronów.


Jutro produkt finalny.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...