sobota, 14 lipca 2018
piątek, 13 lipca 2018
Pomocna dłoń.
Tęczowa dzianina zmusiła mnie do poszukiwania rozwiązania związanego z zapięciem.
Uznałam, że każdy guzik będzie z "innej wsi".
Ponieważ musiałam dokładnie oznaczyć miejsce przyszycia i pętelki, które wydziergałam,
przypięłam wszystko do dywanu i obfociłam rozmieszczenie.
Każdy guzik wymagał innej wielkości pętelki, dlatego nie mogłam się pomylić.
Jak widzicie pomocnik nadzorował.
czwartek, 12 lipca 2018
środa, 11 lipca 2018
wtorek, 10 lipca 2018
Flowers czyli pomysł wziął się sam...
Jak zwykle przyciągnęły mnie kolory tęczy.
Barwy pojawiały się kolejno.
Miało być letnio więc wybrałam jeden z prostszych i popularnych ażurów.
Dziergało się paskudnie, bo wzięłam druty teflonowe,
Oczka ślizgały się jak oszalałe a najbardziej w dół.
Na ażurze podbieranie ich to koszmar.
Zdecydowanie lepsze byłyby druty bambusowe,
bo stawiały by opór.
Niebawem całość.
poniedziałek, 9 lipca 2018
Sznurek na laleczce.
Zrobiłam pierwszy w życiu sznurek na laleczce.
Nie będę pokazywać jak się robi,
bo jest mnóstwo filmików.
Mam kilka laleczek, bo córuś mi ciągle przesyła z pobytów.
Muszę przyznać, że podchodziłam do nich jak do jeża,
jednak potrzeba człowieka zmusza.
Tęczowego sznurka nigdzie bym nie kupiła, a jeszcze musiał pasować do całości.
No to pokonałam własny opór i dziergałam 4 godz.
Zostały mi tylko koronki na klockach i frywolitka.
W następnych postach pokażę przyczynę powstania.
niedziela, 8 lipca 2018
Ognisty żar porzeczki studzony w jogurcie.
Żar jak żar, ale kwas nie dało radę przełamać ani syropem klonowym, ani stewią.
Musiałam dosypać ksylitolu, a i tak było bardzo kwaśne.
Dla poprawy gęstości dodałam chia.
Raz w roku można zjeść, bo zdrowe.
Zrobiłam również koktajl ze szpinakiem, ale kolor wyszedł w barwie bagna,
ani zieleń, ani karmin.
Porzeczka i szpinak nie chciały dać za wygraną.
Dlatego nie pokazuję.
Etykiety:
coś dobrego,
moje zdjęcia
sobota, 7 lipca 2018
Puszka na musli.
Ponad 20 lat temu kupiłam kawę,
bo przypadła mi do gustu puszka.
Trzymam w niej własnoręcznie skomponowane musli.
Przez wiele lat jak widzicie uległa przetarciu tu i tam.
Żeby nie stracić wszystkiego,
zagruntowałam obrazki swoim ulubionym preparatem.
Moje musli:
- garść świeżych owoców sezonowych
- jakie się chce zboże espandowane
- dowolne suszone owoce i nasiona (morele, jabłka, śliwki, figi, rodzynki,daktyle, morwa, mak, słonecznik, dynia, orzechy, czarnuszka itp.)
- łyżka sproszkowanego (na puszkę 1 l) zielonego jęczmienia i jagód acai
- łyżka pyłku pszczelego
- łyżeczka kurkumy, imbiru, kardamonu, cynamonu (cejlońskiego) i lukrecji, trawy cytrynowej, 1/2 łyżeczki stewii (nie chodzi o słodzenie)
- po nałożeniu owoców i posypaniu mieszanką, polewamy namoczoną w słoiku babką płesznik, jajowatą i zwyczajną (można przechowywać do 5 dni w lodówce) i łyżeczką syropu klonowego.
Nie trzeba się ściśle trzymać przepisu.
Takie śniadanie reguluje większość problemów trawiennych.
Jeśli nie lubicie gryźć, mieszankę należy zmielić.
Po zjedzeniu popić co najmniej szklanką napoju.
Smacznego.
Etykiety:
coś dobrego,
przedmioty dekoracyjne
Subskrybuj:
Posty (Atom)









