niedziela, 10 listopada 2013

Rozstrzygnięcie konkursu dla 400 setnego obserwatora...


Szaliczek przyznaję karmnikowi 54.
Jakby nie było, to on był bliżej.
Nagrodę pocieszenia wyślę Elżbiecie, jeśli się do mnie odezwie.
Pomóżcie rozstrzygnąć.
399 był w obserwatorach karmnik 54 a kilka dni później na 401 wskoczyła Elżbieta.
Co w takim razie stało się z 400 setnym.
... w dalszym ciągu czeka prezent.
Pisałam o tym TUTAJ.
Przypominam, że nagroda czeka tylko na osoby zamieszkujące Polskę.
Zapraszam, już tylko jedno miejsce zostało.

wtorek, 5 listopada 2013

Chusta ażurowa na drutach.



Chusta sięga do kolan.
Osobiście nie lubię takich przeszkadzających w ruchach (bo jestem w ciągłym pędzie) i pewnie ją jakoś zamotam.
Najbardziej podoba mi się w niej to, że przez asymetryczność zwija się w samoistnie w ruloniki.

Brakuje mi tylko powyciąganych rogów, które widzę w wileńskich chustach. No cóż skopsałam wykończenie.
Końcowe zdjęcie to motek, od którego wszystko się zaczęło.
Dzisiaj zakupiłam trzy bardzo ciekawe włóczki, to i pewnie się coś z nich pojawi.

Jeszcze raz dziękuję za tak duże zainteresowanie i liczne komentarze.
Pozdrówki dla moich oglądaczy i ich wszelkich domowych żyjątek rękodzielniczych.








Właśnie zgłosiłam chustę na wyznanie w Sufladzie na Jesienną chandrę.


poniedziałek, 4 listopada 2013

Chusta w fazie suszenia.


Czy róg zawsze oznacza chustę?
Jednak miałyście rację.
To chyba pierwsza, którą wykonałam od 40 lat.
Sfotografować to monstrum w maleńkim mieszkanku, to nie lada wyczyn, 
nawet ręcznika brak mi było tak dużego.
Dodatkowo sprawa kocia, 
trzeba było Miłka odseparować od szpilek wbitych w wykładzinę.
Zdjęcia słabe, bo nocne.
Jak widać nie dało się naciągnąć rogów.
Przyczyną jest prawdopodobnie obrobienie brzegów szydełkowym ściegiem rowkowym.






Wzór nie jest mój.
Swojego czasu zapatrzyłam się na niedoścignioną Rosalię.
U niej ta chusta widnieję w nagłówku (zielono, żółto, brązowa).
Wykonałam ją jednak bez wzoru, tylko drogą dedukcji.
Nad bordiurą męczyłam się z dwa tygodnie, z powodu braku koncepcji.
Jak widać nie jest identyczna, jednak wzór nawet u Rosali nie bardzo mi się podobał.
Jest jaki jest i już nic nie będę zmieniać.


Jutro na istocie człeko- pododobnej.

niedziela, 3 listopada 2013

W barwach odchodzącej jesieni.


Wreszcie jest co pokazać,
a pomyśleć, że zaczęłam ponad miesiąc temu TUTAJ.
Na razie trochę ażurów i jerseyu w fazie suszenia.
Jutro w nieco większym wymiarze.
Jednak na porządne zdjęcia pewnie będzie trzeba poczekać na porządne słońce, 
a tego ostatnio totalny niedostatek.

piątek, 1 listopada 2013

Inne wcielenie tej samej wiązanki.








Tą wiązankę prezentowałam dwa tygodnie temu.
Jednak była w różowych tonacjach eustomy i hortensji.
Stelaż po dwóch tygodniach rozebrałam i dzisiaj wykorzystałam ponownie.
Posłużył tym razem w innym celu. 
Wiadomym.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających.
Mimo, że tak mało się dzieje na moim blogu, coś jednak robię i niebawem pokażę.

środa, 16 października 2013

Jesienna spódnica.


Spódnica czekała pół roku na obfocenie.
Niedzielny spacer temu sprzyjał. Więcej zdjęć TUTAJ.
Jak widzicie nunofilc na bawełnie.


wtorek, 15 października 2013

Mniej szaro- buro i z przejaśnieniami.


Czyli ciąg dalszy posta z 17 września.
Jak widzicie drzewo jesienne przyprószone śniegiem.
Mam nadzieję, że jeszcze długo nie spadnie.
Jutro zdjęcia plenerowe.

poniedziałek, 14 października 2013

Kocieta do przygarnięcia.




To dzieci Szarotki (dwa srebrne i dwa buraski) oraz dwa czarne Rozalki.
Są zdrowe i cudne. Szukamy domu. 
Roześlij (lub weź i przytul).
Województwo łódzkie.
 kontakt: imenakrajewska@gmail.com

niedziela, 13 października 2013

Interstone 2013 jesień.


Prezentuję wczorajsze zakupy.

Poniżej cytryn.
Jak na swoją wielkość (co widać pomiędzy palcami) bardzo drogi.
Jednak nie mogłam się oprzeć jego bursztynowej strukturze.
Specjalnie po niego pojechałam, nabyłam go w celach terapeutycznych.


Dalej jaspis hematytowy to już mój drugi poprzedni był oszlifowany.


Następnie coś urokliwego- zielony kobalt z Meksyku.
Przypomina szkło, mimo, że jest kanciaty nie ma ostrych krawędzi.


W dalszej kolejności dwa fluoryty z Chin i szafir. Mają super kształt.
Wszystkie zieloności zakupiłam od Czecha, którego spotykam na Intersone od lat.


Dalej coś dziwnego i polskiego.
To kowelin.


Gdybym podołała finansowo wywiozłabym całą ciężarówkę.
Jak widać na zdjęciu kupiłam ponownie kwart różowy, dla koleżanki, która nie lubi komputera i jeszcze bursztyn, za którymi nie przepadam, ale ten prosił, żebym go przygarnęła.
Myślę, że się zakolegujemy. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...