środa, 5 lipca 2017
wtorek, 4 lipca 2017
Dziury w jeansach
Kupić spodnie, żeby zrobić w nich dziury i łaty,
to delikatnie mówiąc fanaberia.
No cóż, każdy ma jakieś z...
Na szczęście poza sklepami i netem istnieją tzw. rynki.
Nie jest to marka, ale jest dokładnie to co chciałam.
Nie podobały mi się dziury i ceny za nie,
więc wykonałam je sobie sama za 30 zł.
Jak widać światło zmienia barwy,
naturalnie coś pomiędzy.
Jutro finał na ludziu.
Etykiety:
ubrania
poniedziałek, 3 lipca 2017
niedziela, 2 lipca 2017
piątek, 30 czerwca 2017
Smoothie sezonowe.
Do wykonania potrzeba:
- owoce i warzywa sezonowe (na zdjęciu truskawki i rabarbar) pocięty na części
- duża garść mięty lub melisy
- nasiona chia też garść
- puszka mleka kokosowego jeśli ktoś nie może nabiału
- można dodać łyżkę wody różanej
- łyżka lukrecji (te brązowe kulki na zdjęciu)
- duża łyżka stewi (kupuję liściastą i przecieram przez sito)
Dwa ostatnie składniki nie są konieczne, przynajmniej dla mnie.
Jednak stanowią element ziemi w gotowaniu wg Pięciu smaków Feng Shui
ją jednocześnie jedynymi słodkościami,
które mają działanie zdrowotne dla naszego organizmu i nie zawierają fruktozy.
Etykiety:
coś dobrego,
moje zdjęcia
sobota, 24 czerwca 2017
Typowo polskie danie, jednak...
... czyli młode ziemniaki z kapustą i bez schabowego.
Jeśli w ogóle rozpoznajecie to jest jajko sadzone, które tapla się
w majeranku, papryce, grubo mielonym pieprzu i tzw. czarnej soli.
Ciekawa jestem waszego podejścia do tego wiosennego, polskiego dania.
kiedyś robiłam go inaczej, oczywiście z zasmażką.
Jak widać zioła u mnie zawsze górą.
Na koniec fota o książce, która rozświetliła moje spojrzenie żywieniowe.
Mimo skomasowanej fali uderzeniowej końca roku szkolnego,
pochłonęłam ją w dwa dni a może noce.
Będzie o niej więcej, ale muszę dojść do siebie po harówce.
Polecam, bo jeszcze do kupienia w niemieckiej sieciówce.
Możecie też trafić na blog autorek, z którego korzysta moja córka.
Będzie o niej więcej.
Etykiety:
coś dobrego,
moje przepisy kulinarne,
moje zdjęcia
niedziela, 4 czerwca 2017
Kiszone cytryny czyli coś małego z czegoś dużego.
To efekt finalny- mieści się w mojej dłoni.
To pierwsza w moim życiu kiszonka nie biorąc pod uwagę ogórków małosolnych,
które każdy Polak ma obcykane.
Jak widać kilogram cytryn, po miesiącu siada o połowę.
Fajnie się robi, bo poza codziennym potrząsaniem nic nie trzeba działać.
Tu efektowne etapy przejściowe.
Jak widać potrzebna tylko sól i cytryny.
Za pierwszym razem tak jak w przepisie, wszystkie dałam ze skórkami i przekrojone na pół.
Jednak sok był za gorzki.
Teraz połowę obieram a resztę zostawiam w skórkach, kroję na ćwiartki.
Trzeba je dobrze ubić w słoju, aby puściły sok
i warstwami przesypywać solą.
Jeśli ktoś lubi słodszą wersję można dołożyć zamiast 1 cytryny pomarańczę.
Jak bardziej kwaśne, limonkę.
Po miesiącu wszystko przecieram przez sitko.
Zostaje gładka emulsja, którą trzymam w lodówce.
Jednak przez miesiąc wykorzystuję i trzeba hodować następny słój.
Jedna łyżka przecieru super podkręca smak sałatek,
mięs i wszelkich gotowanych potraw.
mięs i wszelkich gotowanych potraw.
Etykiety:
coś dobrego,
moje przepisy kulinarne,
moje zdjęcia
Subskrybuj:
Posty (Atom)





