wtorek, 13 grudnia 2016
poniedziałek, 12 grudnia 2016
sobota, 10 grudnia 2016
piątek, 2 grudnia 2016
Kominek dla żółwia i kota.
Co ma człowiek w sobie, że zawsze sobie szuka roboty.
Tym razem to szpula mojego męża.
Może byśmy go sobie obudowali?
No i śmy obudowali.
Po raz pierwszy w życiu cięłam płytę gipsowo- kartonową.
Muszę przyznać, że nie wiedziałam, że tak łatwo.
Jednak utrzymać pion i poziom przy krzywych parapetach,
dużo trudniej.
Żółw i kot na początku nie ufny, teraz bardzo zadowolony.
Pewnie myślą, że to dla nich, bo najwięcej korzystają.
Kominek choć wirtualny, dmucha ciepło,
a tylko głupi nie będzie grzał tyłu...
Jednak czy obudowany, czy też bez obudowy,
to chyba też mają w tyle.
Ważne, że grzeje.
Etykiety:
moje projekty,
przedmioty dekoracyjne,
przedmioty użytkowe
czwartek, 1 grudnia 2016
środa, 30 listopada 2016
Sypialniane klimaty.
Definitywne zakończenie sypialnianej ekspozycji.
Od środka, lewa i prawa strona.
Pokój totalnie nieustawny, tzw kicha.
Jednak udało się mięć dostęp z dwóch stron do łóżka.
Po bokach weszły tylko 30 cm szafki łazienkowe, gdyby były mniejsze,
nie miałabym gdzie zmieścić pasmanterii i niezbędnych przydasi.
Potrzebna też była powierzchnia pakowna, największa jest pod łóżkiem,
które jako jedno z nielicznych otwiera się z przodu do góry.
Po stronie przeciwnej szafy narożne,
tylko gałki wcześniej zaadoptowane z indyjskiego sklepu.
Oczywiście łóżko w części centralnej jest Miłka.
Etykiety:
moje projekty
wtorek, 29 listopada 2016
Dla Miau- Miśka.
To drzwiczki od mojego starego biurka.
Namalowałam na nich swojego pierwszego kota.
Właściwie był córki i miał na imię Miau.
My z mężem wołaliśmy na niego Misiu- Misiek albo podobnie.
Nie był czarny tylko typowy dachowiec burasek.
Jednak w nocy wszystkie koty są czarne.
Biurko w tym roku poszło na śmietnik, jednak Misiek z nami został w pamięci,
dlatego drzwiczek też nie wyrzucę.
Teraz zdobią przypodłogową część szafy.
Odejście kota zbiega się z początkiem mojego bloga.
Możecie poszukać.
Nasze "odważne" jak to nazwała koleżanka, panele,
pasują do mojego malunku jak ulał.
Etykiety:
moje malunki
poniedziałek, 28 listopada 2016
Kaczuszka.
To dzieło mojego dziecia w wieku lat 4.
Zachwyciłam się mówiąc: jaka piękna kaczuszka.
Odpowiedź brzmiała: mamusiu to ptaszek, pije wodę z kałuży.
Do oprawy kałuża się nie zmieściła.
Kaczko- ptaszek jest z nami długo.
Odświeżyłam mu ramkę i papier na tło.
Fajne papiery ozdobne można teraz dostać w dyskontach.
Papier posłużył także za rewers obrazka.
Etykiety:
przedmioty sentymentalne
niedziela, 27 listopada 2016
"Różana aleja".
Mój kolejny ukochany obraz.
Też "sypialniany".
Jak dla mnie to urokliwa akwarela.
Jak widzicie ramka stara, niestety dla niektórych różowa.
Zdjęcie wycięte z amerykańskiej gazety (RD),
która 20 lat temu chciała wejść na nasz rynek i jej nie wyszło.
Jednak wydawała piękne książki.
Obecnie ponownie pomalowałam tapetę (bo pożółkła), na której przyklejony jest obrazek
i z quillingu dołożyłam paseczki, bez zwijania.
Tak przedstawia się z bliska.
Tak na ścianie.
To treść z magazynu.
Bardzo przepraszam, że nie odpowiadałam na komentarze.
Nie widziałam, że mi się wyświetlają,
bo google wprowadzi jakąś nowe udogodnienie.
Zaraz nadrabiam.
Mam nadzieję, że Was nie wykańczam swoim obecnym blogiem
budowlano- wnętrzarskim, bo jeszcze nie koniec.
Jednak mam nadzieję niebawem się zabrać wreszcie za coś filcowego i choinkowego.
Etykiety:
moje malunki,
przedmioty dekoracyjne
sobota, 26 listopada 2016
"Koronczarka" Jana Vermeera.
Mój jeden z ulubionych obrazów, jak widzicie odwrócony,
jednak nie wiem dlaczego.
Może mi ktoś podpowie?
Może dlatego, że to falsyfikat, bo zdjęcie?
Jak widać pod półką, wcześniej prezentowaną.
Tu obraz z netu, znacznie jaśniejszy,
moja kopia jest nie wiadomo skąd.
Ramy nie zmieniałam, bo podoba mi się w barwie poprzecieranego mahoniu.
Zastanawiałam się nad zmianą tła, ale zostałam przy poprzedniej czerni.
Mam sentyment do tego obrazu,
może dlatego, że do tej pory nigdy nie wzięłam do ręki kloców koronczarskich
(chodź w literaturę się zaopatrzyłam).
Zawsze gdy na ten obraz patrzę, przypomina mi się poetycki film "Dziewczyna z perłą".
O dziwo bardziej podobał mi się niż książka.
Pamiętam jak mieszano składniki farb na bazie naturalnych surowców.
Barwę turbanu uzyskiwano ze skruszonego lazurytu.
Etykiety:
moje malunki
Subskrybuj:
Posty (Atom)






